Draugr w sagach islandzkich – o ”żywych trupach” czyhających na życie osadników na Islandii i Grenlandii

Wstający z grobu i niepokojący żywych zmarli rodem ze skandynawskiego folkloru byli bohaterami poprzedniego wpisu, ale obraz będzie niekompletny jeżeli pominiemy barwne opisy nieumarłych czyhających na życie dawnych Islandczyków. W staroislandzkiej literaturze pojawiają się często lawinowo, w dodatku mogą atakować w grupach: ktoś umiera, wraca, powoduje kolejny zgon, dwóch przychodzi po następnego i tak dalej, aż przy życiu zostaje tylko mała grupka ludzi zmagających się z przeważającymi siłami nieumarłych. Nietrudno zgadnąć, że za tymi historiami muszą kryć się dramatyczne momenty z życia małych społeczności – dziesiątkujące osady choroby zakaźne, epidemie czy głód. Mieszkańcy nie znali przyczyny, a zrzucenie winy na żądnego zemsty zmarłego, który chciał pociągnąć za sobą żyjących było równie dobrym pomysłem co posądzanie o to elfy, trolle czy innych ukrytych ludzi. W takich chwilach dużą rolę odrywają przecież przeżycia psychiczne, wywołane strachem halucynacje, iluzje, sny które może ktoś pomylił z rzeczywistością w tej trudnej sytuacji i już w świat szła historia o grupie nieumarłych terroryzujących jakąś dolinę.   Wnioskując z informacji zawartych w sagach lęk przed powracającymi zmarłymi był powszechny i mocno zakorzeniony w ówczesnym społeczeństwie. Dawni Skandynawowie nazywali takie istoty draugarpowtórnie chodzący. Zachowane w islandzkiej literaturze wyobrażenia w wielu punktach nie różnią się od tych, znanych nam z o wiele późniejszego folkloru. Każdej społeczności nieobce były przecież historie o ludziach, którzy z jakiegoś powodu nie zaznali spokoju i powrócili do świata żywych jako duchy, upiory czy innego rodzaju nieumarli, podobną genezę miał średniowieczny draugr. Mogła to być jakaś niewyjaśniona sprawa, po której rozwiązaniu zmarły zaznawał wiecznego spokoju, ale zdecydowaną większość nieumarłych napędzała chęć zemsty. Co więcej – znany nam z sag draugr nie miał nic wspólnego z nie fizycznym duchem czy upiorem – były to prawdziwe żywe trupy: autentyczne, chodzące ciała zmarłych, dysponujące pełnią sił, a często nawet o wiele silniejsze niż za życia. Draugr budził strach, ponieważ jego celem było najczęściej zaszkodzić żyjącym, sprowadzić na nich szaleństwo, chorobę, a nawet śmierć. Jako postać negatywna związany był z nocą i ”ciemnymi” porami roku – ten nieumarły pojawia się najczęściej zimą, za to wiosną, kiedy słońce stoi długo na niebie, jego aktywność maleje albo zupełnie zanika, aż do nadejścia późnej jesieni.

Zanim jeszcze bardziej zanurzę się w nudne, niepoparte przykładami opisy, przedstawię Wam chyba najbardziej znanego nieumarłego opisanego w sagach islandzkich: Gláma. Postać ta pojawia się w Grettis saga Ásmundarsonar – datowanej tradycyjnie na początek XIV wieku Sadze o Grettirze Ásmundarsonie. Akcja rozgrywa się w XI-wiecznej Skandynawii, a tytułowy bohater, charakteryzujący się porywczym charakterem Islandczyk, wrócił właśnie do ojczyzny z Norwegii, gdzie przebywał na trzyletniej banicji po zabiciu niewolnika.

AM426_Grettir.jpg
Saga opisuje Grettira jako postawnego mężczyznę z szeroką twarzą, rudego i bardzo piegowatego. Podobizna bohatera z XVII-wiecznego manuskryptu, źródło: Wikipedia

W tym czasie pewien majętny gospodarz, Torhall (Þórhallr) z Forsæludal w Vatnsdal – około 25 kilometrowej dolinie położonej jakieś 160 km od Reykjaviku – miał pewien problem: w jego gospodarstwie straszyło. Ponieważ regularnie nawiedzali go nieumarli narzekał też na brak dobrych pasterzy. Pewnego lata, kiedy udał się, jak zwykle, na althing, dostał na służbę pasterza o imieniu Glam (Glám), który na Islandię przybył poprzedniego lata prawdopodobnie ze Szwecji. Pasterz był postawny i silny, ale raczej opryskliwy, wydawał się dziwny i ludzie za nim nie przepadali. Niezrażony ostrzeżeniami przed nieumarłymi Glam pojawił się u Torhalla jak się wcześniej umówili, na początku zimy. Gospodarz powitał go z zadowoleniem, ale inni, szczególnie Gudrun (Guðrún), żona Torhalla, nie mogli go znieść. W dodatku nie chciał chodzić do kościoła i nie wierzył w Boga!

Vatnsdalur_00
Tablica pokazująca orientacyjne położenie gospodarstw w Vatnsdal, Forsæludal znajdziecie w lewym, górnym rogu. Uwaga – górna część tablicy pokazuje południe.  Źródło: Wikipedia

Nadeszła Wigilia. Glam wstał wcześnie rano i przyszedł na śniadanie. Żona gospodarza zwróciła mu uwagę, że chrześcijanie dzień przed Bożym Narodzeniem poszczą. W odpowiedzi usłyszała, że jego zdaniem stara wiara była lepsza. I że ma dać mu jeść. Gudrun przepowiedziała więc, że ten niegodziwy czyn Glama sprawi, że dzisiejszy dzień nie będzie dla niego dobry. Pasterz odparł na to, że coś złego przytrafi się Gudrun, jeżeli nie da mu jeść. Syty wyszedł z domu. Zaczął padać śnieg, pogoda pogarszała się z godziny na godzinę, wieczorem szalała już potężna śnieżyca. Nadszedł wieczór, potem noc, a Glam nie wracał, nie przyszedł też następnego dnia. W końcu zaczęto go szukać, odnaleziono najpierw wszystkie rozproszone owce, na koniec mieszkańcy gospodarstwa dotarli do wydeptanego miejsca, które wyglądało jak po walce. W pobliży zauważono też Glama – martwego, niebieskiego jak Hel i wielkiego jak wół, jak opisuje saga. Po śladach stwierdzono, że musiał go zabić troll, który pewnie też ucierpiał w pojedynku. Martwego pasterza próbowano przetransportować do kościoła, ale ludzie dali radę dojść z ciałem tylko do brzegu rozpadliny skalnej w pobliżu. Drugiego dnia Bożego Narodzenia podjęto kolejną próbę przetransportowania zwłok do świątyni. Tym razem zmarłego położono na sanie, ale konie też nie podołały. Mieszkańcy gospodarstwa poddali się i postanowili wrócić następnego dnia w towarzystwie księdza, ale kiedy przybyli Glama nigdzie nie było. Szukali cały dzień: bez skutku. Ale ledwie ksiądz ich opuścił od razu znaleźli zmarłego. Stwierdzono więc, że chyba pomysł z przetransportowaniem ciała do kościoła nie był najlepszy, pasterza pogrzebano na miejscu znalezienia. Nad ciałem usypano kopiec z kamieni. Niedługo potem pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, jakoby Glam nie leżał spokojnie w grobie, ba, zaraz po Bożym Narodzeniu widziano go nawet w gospodarstwie, co wywołało taką panikę, że wielu mieszkańców uciekło. Ci, którzy zostali, widzieli najpierw jak nocami wchodził na dach, tak, że całe drewno popękało. Potem kręcił się po gospodarstwie nawet w dzień. Na wiosnę Torhallowi udało się jednak znaleźć nowych pracowników, odbudowano też zniszczone budynki. Kiedy słońce zaczęło świecić wysoko na niebie nieumarły pojawiał się coraz rzadziej, a na początku zimy Torhall zyskał kolejnego pasterza, który miał zająć się doglądanymi wcześniej przez Glama owcami – Torgauta (Þorgautr). Też obcokrajowca, też potężnego, silnego za dwóch, z tym, że ten z miejsca przypadł do gustu wszystkim mieszkańcom. Nieumarły dalej nawiedzał gospodarstwo, ale jego chodzenie po dachu tylko bawiło nowego pasterza. Nadeszła Wigilia. Torgaut wyszedł na dwór i przepadł. Mieszkańcy od razu podejrzewali, że mógł paść ofiarą Glama, dlatego poszukiwania rozpoczęto od sprawdzenia miejsca, gdzie zmarłemu rok temu pasterzowi usypano kopiec. I rzeczywiście, leżał tam Torgaut, z rozerwanym gardłem i połamanymi kośćmi. Wszystkimi. Pasterza zaniesiono do kościoła i już nikomu się nie naprzykrzał. Co innego Glam – ten był jeszcze gorszy niż wcześniej i tak prześladował mieszkańców, że w końcu w gospodarstwie został już tylko Torhall z małżonką i jeden stary pasterz opiekujący się krowami. Niedługo po przesileniu zimowym żona gospodarza udała się, jak zwykle rano, do stodoły, żeby wydoić krowy, kiedy nagle usłyszała straszny hałas i wrzask dochodzący ze stajni. Pobiegła po męża, który znalazł tam starego pasterza, martwego, z kręgosłupem złamanym na oddzielającym boksy kamieniu. Tego było już za wiele – Torhall stwierdził, że nie może dłużej przebywać w gospodarstwie i resztę zimy spędził u przyjaciół. Część dobytku zabrał ze sobą, a bydło, które zostawił, zabił Glam. Co więcej – nieumarły zaczął krążyć po całej dolinie i pustoszyć inne gospodarstwa w okolicy. Nikt nie odważył się  nawet pojawić się w pobliżu z koniem albo psem, bo Glam od razu zabijał wszystkie zwierzęta. Na wiosnę, wraz z powracającym na dłużej słońcem, wszystko znów się uspokoiło, a i nieumarły niemal się nie pokazywał. Torhall postanowił zaryzykować i wrócić na gospodarstwo. Początkowo wszystko układało się dobrze, ale wraz z jesienią wrócił Galm, który był jeszcze straszniejszy niż rok wcześniej. Tym razem śmierć poniosła córka Torhalla. Pojawiła się obawa, że cała dolina zupełnie się wyludni, jeżeli nikt nie znajdzie sposobu na nieumarłego. Na szczęście w okolicy pojawił Grettir, który przez trzy dni gościł u wuja ze strony matki gdzie nasłuchał się o nieumarłym i zapragnął zobaczyć Glama na własne oczy. Udał się więc do Torhalla, który wprawdzie ucieszył się z niespodziewanego gościa, ale też ostrzegł go, że nocując tu naraża się na niebezpieczeństwo a już na pewno na utratę konia. Grettir nic sobie jednak z tego nie robił. O dziwo – nieumarły nie przyszedł w nocy, również koń nie ucierpiał. Islandczyk postanowił więc zostać na kolejną noc, żeby zobaczyć, czy Glam odpuścił, czy jednak się pojawi. Ale i drugiej nocy nic nie wydarzyło się w domu. Za to drzwi do stajni były wyłamane, a koń zabity – połamano mu wszystkie kości. Grettir postanowił więc spędzić w gospodarstwie i trzecią noc, ale tym razem nie chciał się rozebrać do snu, tylko położył się w ubraniu na ławie w pobliżu łóżka Torhalla. Na sobie położył skołtunione futro, które z jednej strony zawinął na stopy, a z drugiej naciągnął na głowę tak, że mógł wszystko widzieć przez otwór w futrze umiejscowiony na wysokości gardła zwierzęcia. Noc mijała, aż wreszcie Islandczyk usłyszał hałas na dachu – ktoś po nim chodził. Po jakimś czasie zszedł, a po chwili Galm wszedł do środka. Kiedy zauważył leżące na ławie futro chwycił za nie, ale Grettir zaparł nogi o deski ławki, tak, że nieumarły nie dał rady podnieść futra. Glam spróbował znów, ciągnąc jeszcze mocniej, ale i tym razem nie dał rady, więc spróbował raz jeszcze, chwytając obiema dłońmi – siła była tak duża, że Grettir aż usiadł na ławie, a futro się rozerwało, tak, że każdy z nich trzymał jedną część. Wtedy Islandczyk rzucił się na zaskoczonego nieumarłego. Obydwaj byli silni, ale Grettirowi udało się wreszcie przewrócić Glama na ziemię. Księżyc zaświecił, oświetlając przerażające oczy nieumarłego. Wtedy Islandczykiem owładnęła jakaś niemoc, a Glam przemówił, rzucając na Grettira przekleństwo. Docenił odwagę przeciwnika, ale ta walka nie miała przynieść mu żadnych korzyści: od teraz miał dysponować tylko połową siły, którą los mu przeznaczył i chociaż nieumarły nie może mu jej odebrać, to nigdy już nie będzie silniejszy niż jest w tym momencie. O ile do tej pory Islandczyk spełnił wiele dobrych uczynków to jego przyszłe działania będą przynosić tylko zgubę i nieszczęście. Jego przeznaczeniem jest samotność i los banity, a wszystko to ma w końcu doprowadzić go do śmierci. Ledwie Glam wypowiedział te słowa niemoc opuszcza Grettiera, który sięga po miecz i odcina głowę nieumarłego, po czym kładzie ją w jego nogach, aby zapobiec kolejnemu powrotowi Glama. Nieumarły został następnie spalony na popiół, który zebrano w skórzany worek i zakopano z dala od dróg i ścieżek.

Częścią przekleństwa było też to, że Grettira miał prześladować widok widzianych w blasku księżyca oczu Glama. Widoku, który go przeraził. Po spotkaniu z nieumarłym Islandczyk stał się bardziej zapalczywy, gorzej znosił nieprzyjemności, zaczął też bać się ciemności i nie chciał przebywać sam po zmierzchu, bo widział wtedy różne dziwne rzeczy. Od tego miało powstać określenie opisujące tych, dla których coś wygląda inaczej niż w rzeczywistości – mówi się wtedy, że to Glam pożycza im swoje oczy (at þeim ljái Glámr augna) albo że dostają glámsýniwzrok Glama.

Saga, opisując wygląd zmarłego pasterza, używa sformułowania niebieski jak Hel. W Gylfaginning, pierwszej części Eddy prozaicznej, Hel określono jako: Hon er blá hálf, en hálf með hörundarlitjest ona w połowie niebieska, w połowie ma kolor ludzkiego ciała. Boginię świata umarłych opisywano też niezbyt poetycko jako błękitną niczym zwłoki, chociaż bywała też czarno-niebieska na twarzy. Widocznie kolory te kojarzono ze śmiercią, bo powracający zmarli w sagach opisywani są jako niebiescy lub czarni jak Hel.

PrE-Nks1867-DRL-096r.jpg
Hermóðr udaje się na Slepnirze do królestwa Hel po Baldra, scena z Gylfaginning. Zwróćcie uwagę na kolor twarzy bogini. Ilustracja Jakoba Sigurðssona do pochodzącego z 1760 roku manuskryptu Eddy Ólafura Brynjúlfssona. Źródło: MyNDIR

Możliwe, że walka Grettira z Glamen zainspirowała twórcę nieco późniejszej sagi o Romuldzie Gripssonie (Hrómundar saga Gripssonar), której tytułowy bohater walczy z draugiem o imieniu Þráinn. Þráinn był kiedyś królem, a po śmierci pochowano go z bogatym dobytkiem w kurhanie. I właśnie te zakopane dobra powodują, że Romund przez cztery dni próbuje przebić się przez dach grobowca, a kiedy wreszcie mu się to udaje zastaje otoczonego skarbami groźnego drauga odzianego w złoto. Bohater wyzywa nieumarłego na pojedynek, który wygrywa, po czym zabiera magiczny miecz Þráinna i ścina mu głowę po czym pali ciało.

W czasach znanych nam z sag draugr był często tożsamy z haugbúi – upiorem mieszkającym w kurhanie. Podobnie jak Þráinn z Sagi o Romuldzie Gripssonie istoty te były przywiązane do miejsca swojego pochówku i atakowały tylko osoby zbliżające się do kurhanu. Historie o mieszkających w grobach nieumarłych strażnikach były niewątpliwie dobrym straszakiem na potencjalnych złodziei, bo bogate pochówki musiały kusić. Członkowie rodziny najczęściej nie byli atakowani, nawet, jeżeli weszli do kurhanu, żeby zabrać jakiś przedmiot albo porozmawiać ze zmarłym: draugom, zarówno tym siedzącym w grobach jak i tym wszędzie chodzącym przypisywano bowiem też magiczne zdolności – potrafili przepowiadać przyszłość, dlatego bohaterom sag zdarza się niekiedy wybrać do siedziby jakiegoś haugbúi.

Pogańskim wierzeniom była wprawdzie obca chrześcijańska idea kary i nagrody czy wiecznego życia, ale poglądy ewoluowały wraz z przyjęciem nowej wiary. Dawni Skandynawowie podchodzili do śmierci nieco inaczej niż my dzisiaj, najbardziej charakterystyczne są z jednej strony wyobrażenia życia po śmierci w którymś ze światów: Valhalli dla poległych wojowników, królestwa zmarłych Hel czy podmorskiej siedzibie Ran, a z drugiej strony wierzono, że zmarły był w jakiś sposób nadal obecny, mieszkał w kurhanie, w którym go pogrzebano i stamtąd obserwował poczynania rodziny i życie w gospodarstwie, które najczęściej znajdowało się niedaleko jego grobu. Zmarły żył więc dalej a to, co dziś nazwalibyśmy ”duszą”, obracało się dalej w obrębie rodu, którego częścią było nawet po śmierci. Zauważcie też, że w odróżnieniu od dzisiejszych wyobrażeń duszy, łączących ją na czas trwania ”ziemskiego” życia nierozerwalnie z zewnętrzną powłoką, hugr mógł opuszczać ciało. Ze względu na przynależność do rodu ważne było też, aby odpowiednio zadbać o zmarłych, którzy nawet po śmierci mogli pomóc rodzinie. Duża rolę odgrywały tu rytuały pogrzebowe – na pewno kojarzycie fascynujący opis pochówku ruskiego wodza spisany przez Ibn Fadlana podczas jego podróży do władcy nadwołżańskich Bułgarów w latach 921 – 922. Relacja przedstawia nie tylko samą ceremonię, którą arabski kronikarz z zaciekawieniem śledził, ale też przygotowania do pogrzebu a nawet wyjaśnia, co stało się z pozostałościami zmarłego po spaleniu statku. Nie będę tu przytaczać szczegółów, nie wątpię zresztą, że dobrze znacie opis pochówku z podnoszoną trzy razy nad bramą niewolnicą, która na koniec zostaje zabita, by towarzyszyć swojemu panu po śmierci, chciałam zwrócić waszą uwagę tylko na jeden fragment: dotyczący podpalenia ciała. Zgodnie z relacją człowiek, który jako pierwszy podpala drewno pod statkiem jest nagi, jedną ręką zasłania odbyt, do drugiej bierze kawałek drewna, zapala go od ognia i podchodzi do łodzi tyłem, z twarzą skierowaną w stronę obserwujących pogrzeb ludzi. Za Władysławem Duczko pozwolę sobie podać, że takie postępowanie miało za zadanie oszukać złe moce: mężczyzna był nagi, a więc nierozpoznawalny, unikał kontaktu wzrokowego z miejscem, gdzie spoczywali zmarli, a do tego zakrywał odbyt, żeby złe moce nie mogły wniknąć w jego ciało. W tekście poświęconym nieumarłym w folklorze również pojawiły się opisy rytuałów mających zmylić zmarłego, który po śmierci nie powinien znaleźć drogi do domu. Sagi islandzkie dowodzą, że takie postępowanie nie jest niczym nowym, bo już w średniowieczu zmarłego zdarzało się wynosić z domu oknem albo przez wykonaną specjalnie w tym celu dziurą w ścianie. Przykład takiego nietypowego postępowania znajdziemy w Sadze o Egilu (Egils saga Skalla-Grímssonar), której fragment, w przekładzie Apolonii Załuskiej – Strömberg, chciałam tu przytoczyć:

Egil podszedł do łoża Skalla-Grima, zachodząc go od tyłu, wziął go za bary, przemocą przełamał na wznak i oddał mu ostatnią przysługę, zamykając powieki, nozdrza i usta. Potem rozkazał swoim ludziom, żeby przynieśli narzędzia i wybili ścianę od strony południowej. Gdy to zrobiono, ujął Egil Skalla-Grima pod głowę, inni ujęli go pod nogi, nieśli przez cały dom i wynieśli wybitym w południowej ścianie otworem. Nieśli go potem w dół do przystani koło przylądka Naustanes, nie zatrzymując się po drodze ani razu. Tam rozpostarli na całą noc nad ciałem namiot, a następnego rana w porze przypływu złożyli je do łodzi i przewieźli na przylądek Digranes. Tam na samym przedzie półwyspu kazał Egil usypać kopiec. Złożyli do niego Skalla-Grima wraz z jego koniem, bronią i narzędziami kowalskimi. Nie wiadomo jednak, czy jakiekolwiek pieniądze albo skarby włożono do kopca.

Bardzo ciekawych opisów dostarcza też inna, również XIII-wieczna Saga o mieszkańcach Eyri, opowiadająca o osadnikach zamieszkujących znajdujący się na zachodzie Islandii półwysep Snæfellsnes. Eyrbyggja saga opisuje wydarzenia rozgrywające się w XI wieku, między innymi w gospodarstwie Fróðá, wyróżniającym się wręcz lawinową liczbą zgonów: w dość krótkim czasie z 30 mieszkańców zginęło tam aż 18 osób. Winę przypisano zmarłym, którzy mieli powracać i nawiedzać żywych mieszkańców gospodarstwa. Nieumarli nie tylko dysponowali fizyczną postacią jak za życia, ale nosili też ślady pochówku lub jego braku: ci, którzy utonęli, byli mokrzy; zakopani w ziemi mieli ubrudzone nią ubrania.

Już kiedyś przytaczałam fragment tej sagi we własnym przekładzie, opisujący dwa ze zgonów:

Niedługo potem przytrafiło się, że pasterz przyszedł do chaty i był bardzo małomówny. Mówił niewiele, a to, co powiedział, było nieuprzejme. Ludziom wydawało się niemal, jakby był obłąkany, bo trzymał się na uboczu i mówił sam do siebie i tak trwało to jakiś czas. Pewnego wieczoru, zimą, pasterz przyszedł do domu i od razu poszedł położyć się do łóżka. Rano, kiedy ludzie przyszli do niego, był martwy i pochowano go przy kościele. Niedługo potem pojawiły się uciążliwe duchy. Pewnej nocy Þóri Drewniana Noga wyszedł za potrzebą kawałek przed drzwi, a kiedy miał wejść z powrotem do chaty zobaczył pasterza stojącego przed drzwiami. Þóri chciał wejść, ale pasterz nie chciał go wpuścić. Wtedy Þóri spróbował mu umknąć, ale pasterz ruszył za nim, złapał go i rzucił na drzwi. Þóri od tego zachorował, ale jednak dotarł do swojego łóżka. Był wtedy czarny w wielu miejscach na ciele. Od tego zachorował i umarł, i jego też pogrzebano przy kościele. Potem widziano ich dwóch, pasterza i Þóriego, ciągle razem, i z tego powodu wszyscy byli przepełnieni strachem, co było naturalne. 

W końcu zdesperowanym mieszkańcom Fróðá  podpowiedziano, jak można zaradzić tej pladze powtórnie chodzących. Oprawiono duradómr – sąd nad zmarłymi. Przypominał zwykły proces: oskarżeni otrzymali wezwanie do stawienia się, było powództwo, zeznania świadków, a wreszcie wyrok, w tym przypadku skazujący każdego z powtórnie chodzących. Duradómr spełnił swoje zadanie – Fróðá przestało być nawiedzane.

Mam dla Was jeszcze jeden fragment, tym razem z Eiríks saga rauðaSagi o Eryku Rudym, tym od kolonizacji Grenlandii. Wszyscy znają dobrze jednego z jego synów – Leifa Erikssona – ale ja chciałabym zwrócić Waszą uwagę na historię o śmierci innego z braci, mieszkającego na Grenlandii Thorsteina. Pojął on za żonę Gudridę (Guðríðr) – może znaną Wam z późniejszej wyprawy do Winlandii – z którą osiadł w miejscu zwanym Lýsufjörð.

Western-settlement-eng
Mapa pokazująca osady tzw. Zachodnim Osiedlu na Grenlandii. Źródło: Wikipedia

Pewnej zimy gospodarstwo dotyka nieszczęście – ludzie zaczynają chorować i umierać. Pierwszą ofiarą jest zarządca Gardar (Garðarr). Warto podkreślić, że saga opisuje, że nie był on – podobnie jak draugr Glam – lubiany. Tym łatwiej było pewnie przypisać mu winę za falę dalszych zachorowań i zgonów. W tym czasie w Lýsufjörðr przebywał w gościnie imiennik gospodarza, Thorstein, wraz z żoną, Sigrid (Sigríðr), której też nie ominął pomór. Osłabiona chorobą udaje się w towarzystwie Gudridy do wychodka, kiedy jednak chcą wrócić do domu zatrzymuje gospodynię mówiąc, że pod drzwiami stoją zmarli, wśród których rozpoznaje męża Gudridy; Sigrid widziała tam też samą siebie. Widzenie okazało się prorocze – niedługo po tym zmarła. Następnego dnia gospodarz posłał po jej męża, mówiąc, że Sigrid próbuje wstać z trumny i wejść mu do łóżka. Kiedy przyjezdny Thorstein dociera do sypialni Thorsteina gospodarza widzi, że jego żona jest już krawędzi łóżka, zatrzymuje ją więc wymierzonym w pierś ciosem topora. Niestety, nie uratował gospodarza – Thorstein Eriksson umiera w nocy. Jednak nawet on nie pozostaje martwy: powraca, żeby porozmawiać z żoną, której przepowiada przeszłość.  Gospodarz prosi również, żeby wbrew zwyczajowi, jakim jest grzebanie zmarłych na Grenlandii w niepoświęconej ziemi, ciała jego oraz pozostałych ofiar choroby przeniesiono do kościoła. Z wyjątkiem zarządcy – zwłoki Gardara, winnego nieszczęścia jakie dotknęło gospodarstwo, należy jak najszybciej spalić, a popioły rozsypać. Saga wyjaśnia też, że zmarłych na Grenlandii grzebano tam, gdzie umarli, najczęściej na własnej ziemi. W grób należało wbić pal dotykający piersi zmarłego, a kiedy w okolicy pojawił się ksiądz – nawet, jeśli od pogrzebu minęło już wiele czasu – należało ten pal wyciągnąć, w otwór wlać święconą wodę i śpiewać pieśni.

Na koniec jeszcze jedna scena pochodząca z Sagi rodu z Laxdalu (Laxdæla saga). Thorkell (Þorkell), ostatni z czterech mężów jednej z głównych postaci, Guðrún Ósvífrsdóttir, tonie wraz z towarzyszami. Nikt jeszcze nie wie, jaka tragedia wydarzyła się na morzu kiedy wieczorem tego samego dnia Gudrun szła do kościoła. Gdy przechodziła przez bramę cmentarza pojawiła się jakaś postać, która powiedziała „Smutne nowiny, Gudrun!”. Nierażona kobieta kazała mu zamilknąć i kontynuowała drogę do kościoła. Zdawało się jej, że pod drzwiami świątyni widzi męża wraz z jego ludźmi, a wszyscy oni ociekali wodą. Gudrun spędziła w kościele nieco czasu, myśląc, że Thorkell i towarzysze dodarli już do domu, jednak nikogo już później nie widziała. Dopiero w kolejnych dniach, kiedy morze zaczęło wyrzucać resztki statku i ładunku, zrozumiano, że wszyscy zginęli.

5Laxdæla_saga_-_Guðrún_met_the_ghost
Gudrun spotyka drauga. Ilustracja Aleksandra Blocha do Sagi rodu z Laxdalu . Źródło: lemurinn.is

Jeżeli zmarły nie miał powrócić należało odpowiednio zadbać o ciało. Zresztą spójrzmy na przedchrześcijańskie pochówki – zmarłych grzebano z niezbędnymi lub ulubionymi przedmiotami czy zwierzętami, zdarzało się nawet uśmiercać żonę czy niewolników, żeby umarły nie leżał w grobie samotnie. Te zabiegi służyły przede wszystkim zapewnieniu komfortu czy godnego bytu ”po drugiej stronie”, ale były też niewątpliwie pewnego rodzaju zabezpieczeniem dla żyjących – bo kto wie, czy złośliwa Tora nie będzie nękać żyjących domowników, jeżeli nie pogrzebią z nią jej ulubionego pierścionka, a wściekły Ulf nie wróci po ukochanego psa, z którym za życia byli nierozłączni? Lepiej mieć spokój i zakopać od razu. Spalenie ciała powinno właściwie wykluczyć powstanie z grobu, ale mam wrażenie, że niektórzy ze spotykanych w sagach mieszkańców kurhanów mieli pochówek ciałopalny. A może to tylko fantazja autorów sag, którzy w czasach po przyjęciu chrześcijaństwa mieli do czynienia z pochówkiem całego, niespopielonego ciała? Warto może też spojrzeć na najstarsze z zachowanych kamieni runicznych – często są to płyty, którymi przykrywano grób. Brak tu dowodów, będzie to tylko gdybanie, ale może był to też rodzaj pułapki, mającej zadbać o to, żeby pochowana osoba została w grobie? I nie mam tu na myśli samego kamienia – który niewątpliwie swoje waży i potencjalny nieumarły miałby niezłą przeszkodę, gdyby chciał wyjść z grobowca – tylko wyryty tekst. Nawet świetnie zachowane inskrypcje wykonane starszym futharkiem są z reguły trudne do zinterpretowania ze względu na użyty w nich język pranordycki, a jak wiecie tajemniczym tekstom często przypisuje magiczny charakter. Kto wie, może znajdowane czasami niedające się zinterpretować fragmenty inskrypcji na grobach miały być zaklęciem, które miało ukoić czy uśpić zmarłego?

Wierzono, że draugiem mógł stać się człowiek pochowany nie w pozycji horyzontalnej, ale na stojąco albo siedząco. Duże zagrożenie powodowa też śmierć w morzu, gdzie zostało ciało topielca oraz pochówek w nie poświęconej ziemi – a w czasach znanych nam z sag pogrzeby pierwszych osadników na Islandii czy Grenlandii odbywały się głównie poza cmentarzem. Warto zauważyć, że powtórnie chodzącymi ”stawały się” najczęściej osoby powszechnie nielubiane lub już za życia wyróżniające się negatywnymi cechami charakteru: na przykład chciwością czy złośliwością. Wracać miały też, podobnie jak w bardziej współczesnym folklorze, osoby w jakiś sposób “inne”: samotnicy, dziwacy, osoby otoczone aurą tajemniczości. Zmarłego w domu należało wynieść tak, żeby nie odnalazł drogi do gospodarstwa – chociażby oknem, a nie drzwiami. Zmylić złe moce trzeba było też w trakcie pochówku, przynajmniej w czasach pogańskich. A co jeśli ktoś powrócił jako draug? Chrześcijański pogrzeb w poświęconej ziemi z reguły załatwiał sprawę, pochowani pod kościołem praktycznie nigdy nie wracają. Sagi sugerują też ścięcie głowy i umiejscowienie jej w nogach, spalenie ciała a następnie rozsypanie lub zakopanie prochów.

Pewnie przydałby się jakieś podsumowanie, ale sam tekst jest na tyle długi, że chyba powstrzymam się z dalszym wyciąganiem wniosków; zresztą sami widzicie: wiele elementów się powtarza. Mam nadzieję, że przytoczone – choć z reguły opisowo, a nie dosłownie – fragmenty z sag pokazały Wam najważniejsze cechy draugów znanych z literatury staroislandzkiej. Wnioski o ich genezie i funkcji na pewno nasuną się same. A, zapomniałabym: draugadróttinn – władca draugów – to też jeden z przydomków Odyna.

 

źródła:

Egils saga Skalla-Grímssonar

Eiríks saga rauða

Eyrbyggjasaga

Grettis saga

Gylfaginning

Hrómundar saga Gripssonar

Laxdæla saga

Saga o Egilu, tłum. Apolonia Załuska – Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie (1974)

Duczko, Władysław, Ruś wikingów. Historia obecności Skandynawów wewczesnośredniowiecznej Europie Wschodniej, Wydawnictwo TRIO (2007)

Morawiec, Jakub, Neubauer, Łukasz (red.); Sagi islandzkie. Zarys dziejów literatury staronordyckiej; Wydawnictwo Naukowe PWN (2015)

Sivertsen, Birger, For noen troll: vesener og uvesener i folketroen, Andresen & Butenschøn (2000)

Słupecki, Leszek Paweł, Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów, NOMOS (2017)

Steinsland, Gro, Meulengracht Sörensen, Preben, Människor och makter i vikingarnas värld, Ordfront Förlag (1998)

Ström, Folke, Nordisk hedendom: tro och sed i förkristen tid, Akademiförlaget (1985)

Wikipedia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: