Draugen, skogagast, nattramn, utburden, myling, deildegast i inni ”powtórnie chodzący”: upiorne towarzystwo z norwesko – szwedzkiego folkloru.

Pomyślałam, że niegłupim pomysłem byłby „upiorny” wpis o skandynawskich odpowiednikach naszych duchów. Tych straszących. Podeszłam do tematu bardzo ambitnie, szukając nieumarłych w sagach i na inskrypcjach runicznych, żeby potem przejść do bardziej współczesnego folkloru, ale okazało się, że to temat zbyt obszerny jak na jeden wpis, dlatego dziś zapoznam Was z kilkoma strasznymi postaciami z norwesko-szwedzkiego folkloru, a do średniowiecznej twórczości wrócimy w innym wpisie.

45153143_10156990008624824_1791299441752276992_n

Mimo że minęło już wiele wieków od kiedy siali przerażanie w Europie Norwegowie nadal kojarzą się nam z dzielnymi wikingami na swoich statkach, nie powinno więc chyba nikogo dziwić, że najbardziej charakterystyczny nieumarły pojawiający się w tamtejszym folklorze – draugen – związany jest właśnie z morzem. Staronordycki draugr był po prostu ”żywym trupem”, jednak w późniejszym czasie określenia używano w odniesieniu do specyficznego typu ”powstałych z grobu” – osób, które zginęły na morzu. Wiara w draugeny miała największy zasięg na północy Norwegii, której mieszkańcy byli chyba najbardziej zależni od morskiego żywiołu. Skąd brali się tacy nieumarli? Kiedy ktoś ginął na morzu, a ciała nie odnaleziono, to jego bliscy nie mogli wyprawić pochówku i złożyć zmarłego na cmentarzu, w poświęconej ziemi. Bez chrześcijańskiego pogrzebu biedak nie mógł zaznać spokoju i zmuszony był kręcić się po okolicy. Ci, którzy go widzieli, opisywali drauga jako mężczyznę w staromodnym kapeluszu albo z długą, sięgającą brzucha brodą. Czasem nawet bezgłowy, pływa na charakterystycznej połowie łódki.

draugen-18952_002
Draugen, Theodor Kittelsen (1895); źródło: WIKIART

Owszem, zdarzają się opowieści o tym, jak to mściwy i żądny krwi draug wychodzi na ląd i atakuje przebywających samotnie ludzi, ale najczęściej bywał fizycznie niegroźny, za to traktowano go jako bardzo zły, zwiastujący śmierć omen. Ten nieumarły w swojej połowie łódki pojawia się głównie przy niepogodzie, kiedy na morzu szaleje sztorm. Często ostrzegał wtedy krzykiem przed śmiercią – niekoniecznie od razu, mogła przyjść nawet za kilka miesięcy. Najgorzej jednak było, jeżeli przepłynął obok czyjegoś statku – zgon w najbliższym czasie gwarantowany. Draug mógł też zakradać się na pokład i potajemnie płynąć z załogą. Był niewidzialny, więc co najwyżej jakiemuś sprytnemu rybakowi udawało się odkryć, że w jego łódce siedzi pasażer na gapę. Są też historie o tym, jak wiosłował, pozostając, oczywiście, niewidoczny dla załogi. Skąd zatem wiedziano, że ktoś pomagał przy wiosłach? Poza tym, że łódka płynęła wtedy o wiele szybciej niż zwykle, to nieumarły pozostawiał po sobie wiosła odłożone w odwrotnej niż zwykle pozycji, określanej nawet jako draugskikk. Wierzono też, że wiosła pozostawione w ten sposób na łodzi to zaproszenie dla drauga. Budził strach i lęk, a kiedy już odkryto jego obecność na statku, starano się go pozbyć. Na szczęście rzecz, której obawiał się najbardziej, nie była trudna do zdobycia nawet na łódce – tego nieumarłego do błyskawicznej ucieczki zmuszały bowiem nie srebro czy krzyż, ale… ludzkie odchody. Wystarczyło rzucić nimi w intruza albo też wysmarować nimi łódź. No cóż, ja na miejscu drauga też bym uciekała.

draugen2
Draugen, Theodor Kittelsen; źródło: WIKIART

Oprócz umarłych na morzu, Norwegów i Szwedów nawiedzali też bardziej typowi ”powtórnie chodzący” – zwani po norwesku gjengangere, gengångare po szwedzku. Tacy nieumarli przypominają bardziej nasze duchy czy upiory, które nie mogą zaznać spokoju po śmierci i prześladują żyjących. Pojawiały się żeby kogoś ostrzec, doradzić, albo w jakiś sposób pomóc żyjącym, ale bywali też powtórnie chodzący przepełnieni złością, gniewem i chęcią zemsty jak na przykład ofiary zabójstw czy egzekucji. Takie zamordowane osoby ukazywały się często koło grobu albo miejscu zabójstwa, gdzie w całej kresie prezentowały swój wygląd w momencie śmierci – ofiara dekapitacji mogła na przykład paradować z głową pod pachą. Jednym słowem typowy duch, jakich pełno w amerykańskich filmach i serialach. Ale gjengangere/gengångare miał możliwość fizycznego kontaktu z żyjącymi – wierzono bowiem, że mógł uszczypnąć śpiącą osobę tak, że na jej skórze pozostaną niebiesko-czarne ślady nazywane dødningepletter, albo też dødningeknip, jeżeli ”pamiątką” po powtórnie chodzącym były błękitne zagłębienia w skórze. Do przegonienia takiej istoty wystarczyło najczęściej wezwanie imienia Boga albo Jezusa.

Ciekawe są rytuały, które należało odprawić aby zabezpieczyć się przed ewentualnymi nieumarłymi – w końcu nigdy nie wiadomo, kto po śmierci postanowi wrócić i nawiedzać żyjących. Informacje znajdziemy już nawet w sagach – o tym innym razem – ale według ludowej tradycji ważne było, żeby siano, na którym leżał zmarły przed pogrzebaniem, zostało spalone: należało pozbyć się wszelkich pozostałości, jak włosy, paznokcie, krew, pot, i tym podobne. Wierzono bowiem, że mogły one pozwolić nadprzyrodzonym istotom zyskać władzę nad zmarłym a tym samym nie pozwolić mu zaznać spokoju po śmierci. W niektórych rejonach kraju wchodząc do pomieszczenia ze zmarłym trzeba było paść na kolana i prosić go o wybaczenie bo kto wie, czy czymś się go kiedyś przypadkiem nie uraziło, a nikt przecież nie chciał, żeby przez jakąś zapomnianą głupotę ktoś powstał z martwych i go prześladował. Przy wynoszeniu zwłok starano się zawsze nieco zmylić trasę – na przykłada obchodząc coś trzy razy – żeby ewentualnie, jak już nawet wróci z grobu, nie odnalazł drogi do domu. Wnosząc zmarłego do kościoła należało zrobić to nie zwykle używaną bramą, tylko przenieść zwłoki nad ogrodzeniem. Jeżeli zmarłego przywieziono na saniach to można je było potem co najwyżej odstawić, żeby stały i gniły albo oddać jakimś biedakom na opał – jakiekolwiek ich użytkowanie nie wchodziło już w grę. Przed złożeniem zwłok do grobu obowiązkowo okrążało się trzy razy kościół, a wykorzystane przy pogrzebie łopaty trzeba było zakopać wraz ze zmarłym, albo zrobić z nich krzyż na grób. Dopiero po odprawieniu wszystkich tych rytuałów rodzina i znajomi mieli względnie dużą pewność, że zmarły zostanie tam, gdzie go zakopali.

W norweskim folklorze pojawia się też specjalna odmiana powtórnie chodzącegodeildegast. Stawał się nim człowiek, który za życia przesunął granicę swojej ziemi przykładowo przemieszczając kamień graniczny. Prawo własności było niezwykle ważne dla norweskiego społeczeństwa, szczególnie w południowej i środkowej części kraju, a zmianę granic – mimo, że uchodziła za jedno z największych przewinień – niełatwo było odkryć i udowodnić, dlatego Norwegowie sięgnęli po straszak w postaci potępienia po śmierci. Deildegast musi bowiem, niczym Syzyf, bez przerwy toczyć te nieszczęsne kamienie graniczne na swoje miejsce, ale głaz zawsze ucieka kiedy już mu się prawie udaje przywrócić starą granicę. Winowajca może też pojawiać się pod postacią niewielkiej sowy – nazywa się go wtedy skogagast.

W szwedzkim folklorze występuje za to nattramn – „powtórnie chodzący” samobójca, albo zmarłe, nieochrzczone dzieci, którzy pojawiają się nocą pod postacią ptaka: jak już sama nazwa wskazuje najczęściej kruka, bo ramn to niefunkcjonujące już w języku szwedzkim określenie tego ptaka; ramn znajdziemy dziś już tylko w nynorsku, po norwesku i duńsku ptaka nazywa się zwykle ravn. Nattramn lata zawsze z zachodu na wschód i wydaje się siebie dźwięk przypominający skrzypiące koło u wozu.

Mamy jeszcze najsmutniejszego z „powracających” – porzucone i zmarłe niedługo po urodzeniu dziecko, nazywane przez Norwegów utburden. To dzieci, których rodzice, czy też samotne, często młode matki, nie mogli lub nie chcieli wychować. Był to kiedyś powszechny zwyczaj: kiedy niemowlę rodziło się kalekie, panował głód niepozwalający wyżywić kolejnego dziecka albo pojawił się inny powód, dla którego rodzicie postanawiali nie zatrzymać potomka najczęściej wynoszono je do lasu lub w jakieś odludne miejsce, by tam zginęło. Obyczaj ten był mocno zakorzeniony nawet po wprowadzeniu chrześcijaństwa, stopniowo zaczęto wprawdzie inaczej patrzeć na nowo narodzone dzieci, ale droga do traktowania porzuconego na śmierć niemowlaka na równi z zabójstwem była daleka. Nawet w dość nieodległych czasach nieochrzczone dziecko uchodziło za „niewidzialne” i to właśnie chrzest jako pierwszy zaczął decydować o tym, czy potomka można się było pozbyć, czy nie.  Ci nieochrzczeni wracali jako utburden, których nazwa pochodzi od bære utwynieść. Można je spotkać nocą, nie tylko w lesie, ale i miejscach, gdzie młode matki mogły wynieść dziecko: bagnach, mokradłach, gnojownikach, leśnych strumykach, wśród kamieni. Właśnie w takich miejscach słyszano czasem płacz i krzyki dziecka, rzadziej je widziano, bo utburden najczęściej się ukrywa. Pomóc powracającemu dziecku mogło nadanie imienia – najlepiej przy pomocy sprytnej formułki zawierającej zarówno żeńskie jak i męskie imię, bo ciężko było odgadnąć płeć – i zakopanie jego ciałka w poświęconej ziemi. Panowało też przekonanie, że utburden mógł powstać z łożyska, którego po porodzie natychmiast nie spalono albo zakopano.

W szwedzkim folklorze pojawiają się raczej nie tyle porzucone, co nieochrzczone dzieci zamordowane i ukryte przez matkę. Nie używa się też w stosunku do takiego niemowlęcia określenia wyniesiony, tylko zamordowany: myling; od staro szwedzkiego myrða – mordować.

Dla skandynawskich krajów charakterystyczne są też opowieści o tym, jak zamordowane dziecko śpiewając zdradza czyn matki. Więc żeby spotęgować element grozy mam dla Was na koniec tym razem islandzką, no powiedzmy że kołysankę z útburður w roli głównej. Młoda kobieta w tajemnicy urodziła i pochowała dziecko. Kiedy pewnego razu doiła mleko pożaliła się koleżance, że wybrałaby się na tańce, ale nie ma w co się ubrać. Wtedy spod podłogi odezwało się złowieszcze:

Móðir mín í kví, kví
kvíddu ekki því, því,
ég skal ljá þér duluna mína,
duluna mína að dansa í.

Matko moja w zagrodzie, w zagrodzie

Nie martw się ponieważ, ponieważ

Pożyczę tobie moje szmatki

Moje szmatki do tańca

 

A żeby nie było aż tak przerażająco, to utwór zaśpiewają panowie z Krauki:

 

źródła:

Birger Sivertsen, For noen troll: vesener og uvesener i folketroen, Andresen & Butenschøn, 2000

Wikipedia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: